piątek, 21 listopada 2008

Mam już miesiąc!


Tak, tak...już cały miesiąc minął, od kiedy po raz pierwszy zobaczyłem ten zewnętrzny świat... i nawet mi się podoba, zwłaszcza ssanie mleczka! Mogę to robić non-stop, a najlepiej, jak uśpię przy tym mamę i wtedy mogę się wtulić w miękkiego cycuszka i tak z nią pochrapać.

Pochwalę się, że też spacerujemy - czasem "wożę się" moim zielonym trójkołowcem, a czasem mama nosi mnie w chuście, a na nas obydwoje zapina swoją ciążową bluzę - wtedy czuję się trochę tak, jakbym znów był u niej w brzuszku - czuję jej ruchy, oddechy i bicie serca. I śpiewa mi różne piosenki (w jednej jest takie fajne "hop-sa-sa"), czyta wierszyki i bajki - jeszcze ich nie rozumiem, ale lubię słuchać jej głosu.
Przyzwyczaiłem się też do głosu babci i dziadziusia(taki inny niż wszystkie - niski!), no i do szczekania Lika - nawet mnie już nie budzi, choć obszczekuje wszystkich gości, wypatrzone z balkonu psy, a nawet kawki za oknem. Nie wspominając o wiewiórkach i kaczkach spotykanych podczas spacerów w lesie i nad jeziorem! Fajnie, że mamy je tak blisko! Na spacerach spotkaliśmy też stukającego dzięcioła i niebieskiego mysikrólika!

Miałem już też gości! Pierwsza była Kamila - dziewczyna wujka Tomka, potem Misia z Andersem (okazało się, że na świecie jest jednak więcej niż jeden facet) i Iza ze swoim dzieciątkiem w brzuszku (ciekawe - będę miał kolegę czy koleżankę? Dowiem się w lutym '09!). Razem z Izą i Kamilą Mama odbiła w gipsie (od Misi:+) moją stópkę i rączkę, bym za parę lat zobaczył, jaki byłem malutki. Choć wydaje mi się, że to głównie mama będzie chciała sobie to wspominać, gdy ja będę rósł i rósł! - już nawet wyrosłem z niektórych ciuszków!
(za to dostałem też nowe, np. fajowe śpiochy polo - od wujka Tomka!) Pani pediatra powiedziała, że bardzo ładnie przybieram, bo po dwóch tygodniach z 3320 g. podskoczyłem do 3800 g! Jak już mowa o zdrowiu, to przyznam się, że pomimo, iż mama tak uważa na to, co je, wyskoczyły mi jakieś krostki na buzi - podobno trądzik niemowlęcy - nic groźnego, no ale mama i tak się martwi, że to przez nią.. Aha, moje lewe "pluszczejące" oczko ma się już znacznie lepiej. . A prócz tego - okaz zdrowia! 3-go grudnia zaczynam serię szczepień, ajajaj, mam nadzieję, że nie będzie bolało! Ostatnim razem wcale nie płakałem, gdy pani doktor mnie badała, ale nie wiem, czy będę taki dzielny, jak mnie czymś ukłują!

No, nie myślcie, że tylko jem, śpię i się uśmiecham - i wkurzyć się porządnie potrafię, zwłaszcza, gdy mówię wyraźnie o co mi chodzi, np. że chcę mleczka ("e-e-e!"), a mama odpowiada, że dopiero co jadłem. Wtedy potrafię się awanturować, a co! No i gdy boli mnie brzuszek - kto by znosił taki męki w milczeniu?! Wtedy pomaga już to, że się do mamy przytulę, że mnie ukoi. A że o 4 rano..? No, to już mamy pytajcie, ja tam na zegarek nie patrzę...

Z ciekawostek - spadł już pierwszy śnieg - padał i śnieg z deszczem, ale dopiero dziś - 21-go listopada '08 - posypało pięknie białym puchem... słoneczko od razu go roztopiło, ale mogę powiedzieć to, czego tak boi się mama: zima przyszła! (bardzo zimno jest już od jakiegoś czasu, no i wichury straszne, więc dziś zamiast spaceru - werandowanie.. nie wiem jak to się ma logicznie, bo nie mamy werandy, tylko balkon). Ale ja tam wolę spacery, bo buja!

No, jestem też dobry w robieniu min - tak przynajmniej twierdzi mama. Sami oceńcie:

- i jak..?
No, to się nagadałem, chyba na dziś wystarczy! A jeśli komuś mało, to więcej moich nowych fotek znajdziecie na: http://picasaweb.google.com/viduta/MamMiesiC#

1 komentarz:

dorota pisze...

Zazdroszcze tego wspolnego podchrapywania...